Żarty z kuchni angielskiej się skończyły. Frytki “wyszły”, są przegrzebki
W dzisiejszej Rzeczpospolitej mój tekst “Szparagi pod flagą Wielkiej Brytanii” o tym, jak teraz jada się na Wyspach.
W tekście nie starczyło już miejsca na odniesienie do niedawnego postulatu polskich posłów z komisji zdrowia, aby w telewizyjnych programach kulinarnych promować zdrową i lekką kuchnię. Cytuję za tvn24:
Okazją do wystąpienia z apelem do telewizji o promowanie zdrowego gotowania, stało się spotkanie posłów z prof. Barbarą Zahorską-Markiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością. Według niej, telewizje powinny nie tylko promować zdrowe jedzenie, ale też “scenarzyści popularnych seriali powinni umieścić w nich bohaterów, którzy walczą z otyłością” – informuje “Dziennik”. – Należy zachęcać ludzi do jedzenia jarzyn i pokazywać atrakcyjne przepisy na ich bazie – twierdzi prof. Zahorska-Markiewicz.
Posłowie podchwycili pomysł. Szef komisji Aleksander Sopliński z PSL uważa, że posłowie powinni rozesłać apel do telewizji, szczególnie ośrodków regionalnych, które prezentują tłustą kuchnię etniczną. (…)
- Cudaczny pomysł – komentuje ten zamiar Robert Makłowicz. Makłowicz wyjaśnia, że nie wyobraża sobie, by np. smakowitej zupy ziemniaczanej nie zabielić śmietaną, a prezentując przysmaki kuchni węgierskiej, zapomnieć o słoninie. Według niego, to, że na wizji pojawi się słonina, nie oznacza, iż trzeba ją jeść pięć razy dziennie.
Przykład brytyjski jasno pokazuje, że programy typu “gotowanie na ekranie” mają ogromny wpływ kształtowanie masowej świadomości żywieniowej i są w stanie ją zre-wo-lu-cjo-ni-zo-wać. Naprawdę rozumiem przywiązanie do aromatu słoniny, zwłaszcza wędzonej, bo smażonka na wędzonce to moja guilty pleasure. Tym niemniej wyobrażam sobie, że bycie sprawcą ZMIANY przez duże Z też musi nieźle smakować.

